Życie jest piękne

Maraton Rowerowy Dookoła Polski
Rozewie, 19-29.08.2017 r.

(relacja)

relacje z innych imprez
=> część I - => część II - => część III - => część IV - => część V - => część VI- => Inne fotki


II
2 doba - 20/21 sierpnia 2017 r.


[2017.08.20 – 12:24 – Szansy na poprawę nie widać. Trzeba szukać wiaty z szeroką ławką]
[2017.08.20 – 12.50 – Idę spać]

Druga doba nie rozpoczyna się najszczęśliwiej. Po kilku kilometrach jazdy muszę się ratować, chroniąc przed intensywnym deszczem pod najbliższą napotkaną wiatą. Warto ten czas wykorzystać na sen. Tylko czy można usnąć na komendę i wyspać się na zapas? Jeszcze nie jestem tak zmęczony by spać w każdym możliwym miejscu, o każdym możliwym czasie. Dwie i pół godziny przymusowego postoju, warunki pogodowe poprawiają się i mogę jechać dalej. Czy dobrze kojarzę, że nawet zaczęło przez chmury przebłyskiwać słońce.

gdzieś na trasie


Suwalszczyzna. Obszar na mapie Polski, który koniecznie chciałem zobaczyć. Udział w MRDP przynajmniej w części pozwolił zrealizować moje marzenia. Zachwycają fantastyczne, rozległe, widoki na położone niżej malownicze dolinki. Muszę tu jeszcze kiedyś wrócić zobaczyć wszystkie te wspaniałości "od środka".

Mocno popołudniowa pora, to dobry czas by rozejrzeć się za gorącym posiłkiem. Restauracja/Zajazd MALIBU w Szypliszkach. Bez przekonania postanawiam zajrzeć do środka. Druga okazja może się dzisiaj nie trafić. Wchodzę do pustego lokalu. Tradycyjne podczas trwania całej imprezy pytanie – Co mogę szybko zjeść? Pani proponuje danie lokalnej kuchni "właśnie przygotowane kartacze". Niby nie powinno się jeść w czasie wyjazdów niesprawdzonych potraw ale element "szybkości podania" jest dla mnie decydujący.

Na początek gęsta zupa gulaszowa, która mogłaby stanowić samodzielne danie. Później na stół wjeżdżają wielkie nadziewane masą mięsną kluski ziemniaczane. Trzeba dużo samozaparcia by tak obfity obiad zmieścić w żołądku. Tak przejedzony nie będę już nigdy w trakcie trwania maratonu. Wszystko popłukuję gorącą herbatą.

gdzieś na trasie


Radość z poprawy pogody trwa wyjątkowo krótko. Mijam Sejny, Giby. Powraca zachmurzenie, pojawia się nie przeszkadzająca w jeździe mżawka. Jadę przez rozległy las równą szeroką drogą prowadzącą do przejścia granicznego. Pomimo stosunkowo wczesnej pory robi się szaro, ponuro, ciemno. Deszcz wzmaga się. Rozpaczliwie rozglądam się, za jakimkolwiek schronieniem. Dopóki jestem w lesie na jakąkolwiek wiatę nie mam co liczyć. Wreszcie miejscowość Macharce, ślad skręca z głównej drogi. Mam szczęście, mimo tego, że w dalszym ciągu otacza mnie las, na leśnej polance w środku lasu pojawia się upragniona wiata.

[2017.08.20 – 19:01 – przestało padać teraz leje]
[2017.08.20 – 19:11 – drzemka pod wiatą]

Nieprzemakalna kurtka ochroniła górną część ciała. Niestety spodnie ociekają wodą. Temperatura obniżyła się. W takich warunkach nie mam nawet co marzyć o dalszej jeździe. Zawijam się w śpiwór i postanawiam przeczekać ulewę a może nawet spędzić tutaj całą noc.

Odludzie, w którym się znajduję pulsuje życiem. Nieopodal na bocznej leśnej dróżce parkuje samochód z wygaszonymi światłami. Od czasu do czasu podjeżdżają inne pojazdy. Wyobraźnia podpowiada mi, że być może odbywają się tu jakieś szemrane interesy. Po północy wszystko wycisza się. Zamiast tego podjeżdża patrol Straży Granicznej. Tłumaczę, co ja tutaj robię. "Nie boi się, że wilcy zjedzą" "Nie boi". Wyjaśnienia wystarczają. Nie legitymują i odjeżdżają.

Wilków się nie boję. Za to "młode wilczki" podjeżdżający samochodami w pobliże "ich" wiaty wzbudzają niepokój. Obawy wzbudza, nie fakt, że być może pobiją, że obrabują ale raczej to że musiałbym opuścić śpiwór i moje bezpieczne, chroniące przez ulewą schronienie. Coś tam hałasują, żeby mnie obudzić i po pewnym czasie odjeżdżają. Po dobroci zaanektowanej przeze mnie wiaty nie oddam.

[2017.08.21 – 6:46 – Obudziłem się i nie pada]

Tuż przed świtem z czujnego snu budzi mnie cisza. Niemożliwe, nie słyszę bębniących przez całą noc o dach wiaty kropli deszczu. Z pewną niechęcią upycham do worka śpiwór i po ponad 10 godzinach przymusowego "wypoczynku" ruszam w dalszą trasę. Mijam las i w napotkanej zaledwie kilometr dalej miejscowości pojawiają się tabliczki: nocleg, agroturystyka itp. Gdybym zdążył tu przed deszczem miałbym szansę spędzić noc w dużo bardziej luksusowych warunkach. Niezawodny i wygodny ślad z GPS-a pokazał tu swoje wady w stosunku do zwykłej papierowej mapy.

[2017.08.21 – 8:36 – Sucho. Idealna do jazdy temp. Zniknął pretekst by wycofać się]

Powoli rozkręcam się. Prześwitujące przez chmury słońce (nawet nie jestem pewny, że z tym słońcem nie zmyślam) osusza asfalty i podnosi temperaturę. Kilka kilometrów za Kuźnicami w miejscowości Tołcze asfaltowa droga przebiega w bezpośrednim sąsiedztwie granicy z Białorusią. Odgrodzony pas graniczny odległy jest od drogi o mniej niż 50 metrów, a od ostatnich zabudowań o kilkanaście metrów. O ile wcześniejszy trójstyk odpuściłem sobie, teraz skręcam by zrobić pamiątkowe zdjęcie.

Skok przez płot i ... Białoruś


Wkrótce za mną dociera, mijany chwilę wcześniej na asfaltowej drodze, patrol Straży Granicznej. Zdają pewnie standardowe pytania: czy przekroczyłem granicę?, czy zamierzam przekraczać granicę? [Niby po co jeżeli za kilka lat standardy białoruskie mogą obowiązywać i po naszej stronie granicy]. Tłumaczę co w tym miejscu robię, wspominam o maratonie w którym biorę udział. Skoro to impreza zorganizowana to powinna być zgłoszona Straży. Przecież nie ja jestem organizatorem. Zresztą jakie ma to teraz znaczenie jeżeli większość uczestników przejechała tędy kilkanaście godzin wcześniej. Kończy się na wylegitymowaniu, sprawdzeniu w komputerze i spisaniu. Mogę jechać dalej.

W okolicach Kruszynian kończy się druga doba jazdy. Statystyki tego odcinka nie wyglądają oszałamiająco. W ciągu 24 godzin pokonałem zaledwie 200 km, 13 godzin (2,5-10,5) spędziłem przeczekując pod wiatą intensywne opady deszczu. W ciągu doby jechałem przez zaledwie 9,5 godziny.

[2017.08.21 – 12:16 – 2 doby. 20 procent trasy. Na zaliczenie całej nie ma szans]

Teoretycznie niby wszystko jest jeszcze możliwe w ciągu 2 dni (20% limitu) pokonałem 429 km (20% trasy). Jednak przede mną jeszcze góry, tam dziennego limitu 314 km nie będę miał szansy zrealizować. Również wzrastające zmęczenie nie pozwoli na nadrobienie dystansu na niemal płaskiej końcówce.

Trasa 2 doby - https://ridewithgps.com/trips/17537778


PK5 Sejny (473,3 km) – 2017.08.20 – 12:50
PK6 Kuźnica (571,8 km) - 2017.08.21 – 08:36

dystans - 202,6 km
czas jazdy – 09:30
średnia – 21,3 km/godz.


3 doba - 21/22 sierpnia 2017 r.

Moje wątpliwości spotykają się z natychmiastową i zdecydowaną reakcją:

[21/08/2017 12:31 – Dajesz, dajesz. Lekko nie będzie, ale nikt nie mówił że będzie :-) wszyscy stracili mocno na deszczu – OLO]
[21/08/2017 12:33 – WIKI dajesz, jest jeszcze 8 dni jazdy – WIGOR]

No cóż podobno zalecenia organizatora są obowiązujące. Jadę dalej.

Dzisiejsza jazda zaczyna się od jedynego szutrowego odcinka na trasie maratonu - Łużajny. Według opisu będzie to "ok. 5km dobrego szutru, możliwość jazdy rowerem szosowym z prędkością ok. 15 km/h". Nie wiem jak szosowcy, ja jadąc na rowerze trekingowym, na którym startuję w terenowych maratonach na orientację o jeździe z szybkością 15 km/godz. mogę jedynie pomarzyć. "Tarka" na szutrowej drodze mocno daje się we znaki.



Mijam Hajnówkę. Nasłuchuję. Gdzieś nieopodal trwa przecież w najlepsze wycinka dziewiczych lasów. Może ta Białoruś z ich podejściem do ochrony przyrody nie jest jednak taka zła.

Dalej jedzie się już tylko lepiej. Obok drogi pojawia się doskonałej jakości ścieżka rowerowa szlaku Green Velo. Tu po raz pierwszy spotykam innego uczestnika MRDP – Sylwestra Banasika. Jadąc z podobną prędkością, z Sylwkiem będziemy się mijali na dalszej trasie jeszcze nie raz. Dużego tłoku na moim odcinku trasy zdecydowanie nie ma. Od czas gdy mijał mnie Wigor minęły prawie dwa dni (43 godziny) i pokonałem w tym czasie przeszło 500 km. Następnego uczestnika spotkam pod koniec kolejnego dnia (po kolejnych 26 godzinach jazdy).

Ile bocianów widzisz? (50, 100, 200, 300)


Dubicze Cerkiewne. Kątem oka dostrzegam "Zajazd u Jana" z białoruskimi daniami regionalnymi. Nie ma co wybrzydzać, jest późne popołudnie, kolejna okazja na zjedzenie obiadu może się dzisiaj nie zdarzyć. Pytanie co można zjeść na szybko nie jest potrzebne. W tym lokalu wszystko można dostać niemal natychmiast. Zamawiam jakąś zupę. Ponieważ regionalne nazwy potraw nic mi nie mówią wybieram losowo tę najbardziej dla mnie atrakcyjnie brzmiącą nazwą żarenki/żarniki/?. [Dokładnej nazwy nie jestem teraz pewien, a internet nie potrafi mi w tym pomóc.] Dla pewności dowiaduję się, że jest to mięso duszone z cebulą. Wygląda że da się to zjeść. Do tego zamawiam "regionalny napój" którym tu jest herbata Remsey.

Jedna z wielu


Mijam wschodnie miasteczka z regionalną zabudową i licznymi uroczymi cerkiewkami. Z dużym prawdopodobieństwem odnowionymi za unijne pieniądze. Po zmierzchu mijam Janów Podlaskirozsławiony w Polsce i na świecie przez działania naszego rządu. W ciemnościach nie mam szans by rozejrzeć się gdzie znajduje się słynna stadnina.

Zaliczam znajdujący się w Terespolu 9-ty punkt kontrolny i szukam najbliższej dogodnej wiaty pod którą spędzę noc. Tuż przed północą kładę się spać. O pobudkę nigdy nie muszę się martwić. Przed świtem robi się tak zimno, że jedynym ratunkiem jest szybkie pakowanie i rowerowa rozgrzewka. Dopiero kiedy już się rozgrzeję zatrzymuję się na poranny posiłek.

[2017.08.22 – 10:43 - pokazuje się słońce. Temp. skoczyła z 9 do 18]
[2017.08.22 – 10:47 - 30 proc. trasy za mną]
[2017.08.22 – 10:51 - Dzięki za słowa wsparcia. Pomaga]

[22/08/2017 11:41 – Właśnie a’propos wsparcia... Nie poddawaj się i przyj do przodu - Turysta]

Jazda po niemal płaskich nadgranicznych terenach Podlasia nie pozostawia wspomnień. 3 dobę jazdy kończę na wysokości Chełma. Dorobek ostatnich 24 godzin to ok. 340 km w 16 godzin jazdy.

Trasa 3 doby - https://ridewithgps.com/trips/17537890


PK7 Narewka (678,8 km) - 2017.08.21 – 14:57
PK8 Siemiatycze (761,6 km) – 2017.08.21 – 19:15
PK9 Terespol (837,8 km) – 2017.08.21 – 23:31

dystans - 343,6 km
czas jazdy – 16:08
średnia – 21,3 km/godz.


część I - 1 doba <<==

==>> część III - 4-5 doba