Życie jest piękne

Maraton Rowerowy Dookoła Polski
Rozewie, 19-29.08.2017 r.

(relacja)

relacje z innych imprez
=> część I - => część II - => część III - => część IV - => część V - => część VI- => Inne fotki


IV
6 doba - 24/25 sierpnia 2017 r.

Jadę bez poczucia czasu i miejsca – droga jest celem. Przejeżdżając przez Muszynę sięgam do schowanej pod koszulą listy gmin. Sprawdzam te, które niebawem będę zaliczał. Zaskakuje mnie to, o czym przecież powinienem wiedzieć. Minęło dopiero południe a od Głodówki, gdzie czeka mnie prysznic, nocleg, posiłek i wymiana nadajnika monitorującego, dzieli mnie jedynie 100 km. Mocniej niż zwykle naciskam pedały. Nie jestem pewien w jaki sposób pracuje "serwis GPS" oraz obsługa schroniska. Chciałbym tam dotrzeć jak najwcześniej. Moje obawy okażą się nieuzasadnione, każdy i o każdej porze może liczyć tam na profesjonalną obsługę.

Sprzyjająca słoneczna pogoda. Malownicza prowadząca brzegiem meandrującego Popradu droga. Niewielkie hopki mijam nie zwracając na nie uwagi. Największe podjazdy dopiero przede mną. Ruchliwa droga? Któż by na to zwracał uwagę, gdy najważniejsze jest jak najszybsze dotarcie do celu. Z największą ostrożnością pilnuję sprawnego przejazdu przez Stary Sącz i po chwili jadę już doliną Dunajca.

Półmetek

24.08.2017r. godz. 15:20 - mijam 1571 km trasy czyli półmetek maratonu. Pokonanie tej części trasy zajęło mi 5 dni, 3 godziny i 10 minut (jest źle ale jeszcze nie tragicznie).

Zjeżdżam z głównej drogi w kierunku Sromowców. Pamiętam że Haluszowa to miejsce, w którym będę musiał prowadzić rower. Wjeżdżać na siłę nie ma sensu. Bez zatrzymywania mijam zalew w Niedzicy. Chwila oddechu i przede mną to co najgorsze czyli wieś Łapszanka. Podczas GMRDP pokonywaliśmy ją razem z Mareckim w środku upalnego dnia. W panujących wtedy warunkach nie obyło się bez prowadzeniu roweru. Teraz podjeżdżam razem ze spotkanym ponownie Krzyśkiem. Jeździe sprzyja chłód nadchodzącej nocy. Zabudowania ciągną się w nieskończoność, coraz wyżej i wyżej. Stopniowo wzrasta nachylenie drogi. Nie poddaję się i cały podjazd pokonuję jadąc rowerem.

Krótki zjazd do Jurgowa i kolejna przeszkoda. Brzegi - chociaż tu już nie jest tak stromo, znużony długim nachyleniem w końcówce poddaję się i przez kilkaset metrów prowadzę rower. Na końcu podjazdu czeka na mnie fotoreporter. Znany mi z forum ale nie znany osobiście Maciek (forumowy Vooy- Maciej). Kilka fotek, szybka rozmowa. Ja się śpieszę do schroniska, wypoczywający w tym miejscu Maciek opiekuje się będącym w nieustannym ruchu dzieckiem więc jadę dalej. Do bazy na półmetku mam już bardzo, bardzo blisko. Stosunkowo łagodnie nachylony podjazd do polany Głodówka. Przed mną fantastyczny widok na Tatry. Niestety foto nie będzie. Mój aparat wcześniej odmówił posłuszeństwa.

Brzegi. Podjazd z widokiem na ... (fot. Vooy-maciej)


Brzegi.(fot. Vooy-maciej)


[24.08.2017 20:06 – Dobrze wyglądasz. Prześpij się i w drogę! Rób swoje aż do mety. :) - Turysta]

Przed wejściem czeka na mnie już ekipa trackcourse zabezpieczająca monitoring zawodników. Wewnątrz młodociana obsługa schroniska. Wysyłam SMS zaliczający punkt. Dostaję nowe pudełeczko monitorujące z naładowaną baterią. Zamawiam posiłek. Tu placek ziemniaczany taki sam jak w Ustrzykach nosi nazwę "placka po zbójnicku". Przyjemnie rozmawia się przy herbatce ale nie po to tutaj przyjechałem. Ustalam w którym pokoju mogę zanocować. Biorę pierwszy od 5 dni prysznic i kładę się spać.

4 rano - dzwoni budzik. Gdzie ja jestem? Czy to ja zamawiałem budzenie? W łóżku obok kręci się jakiś gość. A no tak!!! Przecież jestem na maratonie. Gość obok to Paweł Mielczarek, który przyjechał do bazy po mnie. Jest ciemno o dach budynku bębni deszcz. Ciemności i padający deszcz to nie są warunki do tego by myśleć o jeździe rowerem. Przewracam się na drugi bok. Co dalej, pomyślę gdy tylko rozjaśni się.

Mój wewnętrzny zegar budzi mnie o świcie. Za oknem ani śladu nocnych opadów (chyba mi się nie śniły). Chmurki rozpierzchły się. Szykuje się kolejny sprzyjający jeździe dzień. Ponad 10 godzinna przerwa to nawet biorąc pod uwagę wygodne ciepłe łóżeczko, lekka przesada. Szybkie pakowanie. Krótka rozmowa ze współlokatorem. Paweł nawet nie myśli o tym by jechać dalej. Po kilku kolejnych godzinach odpoczynku zmieni zdanie.

[2017.08.25 – 05.54 – Po nieco długim odpoczynku jadę dalej]

Na śniadanie dyżurne o tak wczesnej porze pierogi, herbata i ruszam w kierunku Zakopanego. Chociaż miasto leży dużo poniżej, wiem, że nie przez cały czas będę jechał w dół. Budzące się do życia miasto oznacza, że ominę największe korki. Jazda po śladzie wgranym do Garmina nie wychodzi najlepiej. Wcale nie wychodzi. Kiedy zauważam błąd jestem już w połowie drogi do Poronina. Podobnie jak w końcówce GMRDP, gdy w Świeradowie nie mogłem znaleźć mety maratonu, mylę podobne odcienie czerwonego/różowego – ten oznaczający ślad i podobnie oznaczoną drogę. Od tego momentu w zależności od aktualnych potrzeb (pora dnia, oświetlenie, rodzaj dróg) będę zmieniał kolor śladu na żółty, niebieski lub różowy.

Chociaż przez Zakopane nie przejeżdżam ściśle po wyznaczonej trasie, dokładam 5-6 kilometrów, więc nie powinno to stanowić problemu. Główną drogą wracam do miasta. Zatrzymuję się przy bankomacie. Odwiedzam Biedronkę. Łańcuch wczoraj przeskakujący po trybach, jedynie sporadycznie teraz robi to niemal przez cały czas. Pochylam się nad problemem. Niestety, przerzutka dobrze trzyma się haka. To nie ona jest przyczyną. Podkręcam trochę linkę przerzutki. Najlepszy z dotychczasowych pretekstów (gdybym takich szukał) by z honorem wycofać się i podjechać na pobliską stację PKP, znika bezpowrotnie. Jadę dalej.

[2017.08.25 – 7:54 – ciężki poranny rozruch i nasuwające się pytanie co ja tutaj robię dlaczego nie wsiadłem do pociągu]

[25/08/2017 7:58 – Twardy bądź! Do pociągu wsiądziesz w Gdyni :) – Turysta]

[2017.08.25 – 8:58 – nie obawiajcie się nie ma opcji pociąg a pytanie co ja tutaj robię pojawia się co najmniej raz dziennie]

Mijam tatrzańskie dolinki. Jadę przez znane miejscowości: Witów, Chochołów, Czarny Dunajec. Pojawiający się na horyzoncie szczyt to oczywiście Babia Góra. Mozolne, chociaż po długim wypoczynku nie sprawiające trudności wspinanie się na przełęcz Krowiarki. Czy po podjeździe pod Łapszankę coś może jeszcze sprawić trudność?

[2017.08.25 – 10:50 – za mną długi podjazd pod Krowiarki]

Zawoja. Tu następuje zmiana pierwotnego projektu trasy. Zamiast przejazdu przez przełęcz Klekociny (3 km szutru) pojedziemy okrężną drogą przez Stryszawę dodając do klasycznego dystansu 3130 km kolejne 12. Rozważam pojechanie pierwotną trasą. Za skrócenie dystansu grozi jedynie kara czasowa. Niestety ominięcie punktu kontrolnego mogłoby być równoznaczne z dyskwalifikacją.

[2017.08.25 – 11:23 – kolejny zdarty asfalt Polska w budowie]

Wybieram lepszy objazd. Lepszy!!! To chyba żart. Na całym podjeździe na przełęcz zdarty jest asfalt. Do wyjątkowo licznych na trasie tego maratonu remontowanych dróg, zdartych nawierzchni, mijanek, dochodzi 3 kilometrowy podjazd na przełęcz Przysłop. Za punktem w Stryszawie mija kolejna doba jazdy. Długi postój na Głodówce sprawia, że czas jazdy nie przekroczył 12 i pół godziny, a pokonany dystans to zaledwie 235 km.

[2017.08.25 – 12:08 – 6 dni powinienem być o 160 km dalej. Warto by zdążyć na ognisko]

[25/08/2017 12:13 – Na finiszu powieje z zachodu, pojedziesz cala noc i nadrobisz. A na razie ciesz się widokami – Paweł B.]


Trasa 6 doby - https://ridewithgps.com/trips/17537999


PK16 Stary Sącz (1548,0 km) - 2017.08.24 – 14:14
PK17 Głodówka (1628,6) – 2017.08.24 – 19:39
PK18 Stryszawa (1724,5 km) – 2017.08.25 – 11:23

dystans – 235,7 km
czas jazdy – 12:25
średnia – 19,0 km/godz.


7 doba - 25/26 sierpnia 2017 r.

Kontynuuję przejazd przez Beskid Żywiecki i Beskid Śląski. Na obiad zatrzymuję się w Węgierskiej Górce. Pizzeria. W menu oczywiście pizza i pierogi. Na co będę czekał krócej? Zdecydowanie szybciej dostanę pizzę. Decyduję się na "ostrą". Nie tak sobie wyobrażałem pizzę na ostro. Oliwki, jakaś inna zielenina. Nie był to najlepszy wybór. Do końca dnia żołądkiem będą wstrząsały bolesne skurcze. Przede mną kolejne beskidzkie podjazdy. Na początek ten najbardziej przez wszystkich znany, przez miejscowość Szare. Znany nie ze swojej wyjątkowej długości i nachylenia. Jego wyjątkową "atrakcją" jest krótki ale najbardziej stromy, wyłożony jest dziurkowanymi, betonowymi płytami, końcowy odcinek. Niewiele osób próbuje pokonać ten odcinek rowerem – ja nie jestem tu wyjątkiem.

Dalej jest już tylko gorzej. Męczę się z kolejnymi pochyłościami drogi prowadzącej do Koniakowa. Nie najlepsza nawierzchnia drogi nie ułatwia jazdy. Na jednym z krótszych zjazdów udaje mi się podnieść dotychczasową maksymalną prędkość do 67,7 km/godz.

[2017.08.25 – 17:52 – chwila odpoczynku po beskidzkich podjazdach]

[25/08/2017 18:00 – Dajesz Wiki, dajesz! :-) Jeszcze tylko 1320 km – Tomalos]

Za Goleszowem kolejny gość robi mi zdjęcie. Po chwili jedziemy już razem więc jest okazja na krótką rozmowę. Przed Cieszynem rozstajemy się, a kibic zawraca by "polować" na kolejnego zawodnika. O dopingujących uczestników kibicach, słyszałem od Adama uczestnika poprzedniej edycji maratonu. Piękne jest to, że czekają i starcza im zapału by dopingować również zawodników jadących w końcówce całej stawki. Popołudniowy Cieszyn przypomina o przyjemności mijania stojących w korku samochodów.

Na trasie Goleszów-Cieszyn (fot. Daniel)


[2017.08.25 – 19:06 – kibiców mrdp można spotkać wszędzie np w Cieszynie. Miło gdy dopingują również wolniej jadących uczestników]

Jadę jak w transie. Półmetek już dawno temu pozostał za mną. Pokonanie całej trasy staje się coraz bardziej realne. Co ja mówię realne, teraz jestem już tego pewien. Przecież przed startem założyłem, że jeżeli dotrę do Głodówki, dojadę również do mety niezależnie od tego ile czasu miałoby to mi zająć. Czuję euforię, rozsadzającą mnie energię. Czuję się tak, jak bym jechał po zwycięstwo w całym maratonie a nie o zwycięstwo nad własnymi słabościami. Do oczu napływają łzy. Nie mam wątpliwości - zrobię to. Zakończę jazdę pod latarnią Rozewie.

Wiem, że to nie jest tak proste. Euforia, która mnie dopadła minie. Jeszcze niejeden kryzys postawi znak zapytania przed ostatecznym sukcesem.

Mijam Zebrzydowice. Po raz pierwszy niewielki fragment trasy maratonu będzie przebiegał poza granicami kraju, czyli przez Czechy. Wjazd do Czech to doskonale rozpoznawalny. Kiedy po kilku kilometrach wracam z powrotem na polską stronę nawet tego momentu nie zauważam. Nie zmienia się ulica, którą jadę, nie zmienia się nawet jej nawierzchnia. Granica jest tu tylko wirtualną linią na mapie. Domy stoją tuż przy tej linii po obu jej stronach.

Jadę przez zurbanizowane tereny województwa śląskiego. Jedna miejscowość niemal płynnie przechodzi w drugą. Powoli ściemnia się. Dzisiaj nawet ciemności nie przeszkadzają w jeździe. Mijam kolejne rozświetlone miasta i kolejne szklane wiaty w centrach miejscowości. Tu nie ma najmniejszej szansy nawet na odrobinę intymności. Na szczęście mogę jeszcze trochę powybrzydzać. Nie mam ochoty na sen, nie muszę się natychmiast chować przed deszczem. PK20 i Kiekrz to już woj. opolskie.

[2017.08.25 – 23:47 - ciepła bezwietrzna noc aż szkoda iść spać]

Zbliża się północ. Poszukiwanie noclegu staje się sprawą nieco bardziej pilną. Mam szczęście, nieco dalej pomiędzy miejscowościami Nowa Cerekiew i Sucha Psina znajduję wiatę stojącą obok ogrodzonego terenu, jak się okaże Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej. Może nie jest to wymarzona wiata de-lux ale na tych terenach spada mi jak manna z nieba. Ruch samochodowy niewielki, odległość od miasteczka eliminuje przypadkowych przechodniów. Czujny sen nie trwa długo (chyba jednak nie było zbyt wygodnie). Po 4 godzinach jadę dalej. Organizmu nie da się oszukać. Dalszą jazdę przerywają dwie półgodzinne drzemki.

7 doba kończy się kilka kilometrów przed Złotym Stokiem, który jest wrotami do Kotliny Kłodzkiej. Przez prawie 16 godzin jazdy pokonałem tej doby 290 km.


Trasa 7 doby - https://ridewithgps.com/trips/17538191


PK19 Istebna (1793,4 km) - 2017.08.25 – 16:29
PK20 Kietrz (1904,0 km) - 2017.08.25 – 23:16
PK21 Głuchołazy (1972,0 km) – 2017.08.26 – 08:21

dystans – 289,1 km
czas jazdy – 15:47
średnia – 18,3 km/godz.


część III - 5-6 doba <<==

==>> część V - 8-10 doba