Życie jest piękne

Maraton Rowerowy Dookoła Polski
Rozewie, 19-29.08.2017 r.

(relacja)

relacje z innych imprez
=> część I - => część II - => część III - => część IV - => część V - => część VI- => Inne fotki


V
8 doba - 26/27 sierpnia 2017 r.

Od dłuższego czasu jadę na resztkach wody. Na szczęście w Złotym Stoku mam Biedronkę. Robię większe zakupy. Posilam się i ruszam na trasę. Pomimo, że podjazd jeszcze się nie zaczął wlokę się z prędkością szybkiego piechura (nawet nie biegacza). Nie ma siły by naciskać na pedały. Tak źle nie czułem się od 7 dni, czyli od startu spod latarni Rozewie. To, tak naprawdę pierwszy (i ostatni) poważny kryzys.

[2017.08.26 – 13:51 – Kryzys może sen pomoże]

Upał, brak snu, początek odwodnienia. Pewnie wszystkie te czynniki dołożyły swoją cegiełkę. Kilkanaście minut po godzinnym postoju przed sklepem kładę się w cieniu drzew rosnących na skraju pól obok drogi. Śpię, drzemię, od czasu do czasu niecierpliwie spoglądam na zegarek. Chociaż korci mnie by wstać, nie ruszę się stąd wcześniej niż założyłem czyli po minimum 1,5 godzinie wypoczynku. Może pomoże?

[2017.09.26 – 18:30 - 2 godz. leżenia w cieniu i wróciłem do żywych]

Pomaga. Wsiadam na rower i już czuję, że moc w nogach powróciła. Przede mną pierwszy podjazd Kotliny Kłodzkiej, oddzielająca mnie od Lądku Zdroju przełęcz Jaworowa. Przez dwa lata wyremontowany został kolejny odcinek tej drogi, więc stan nawierzchni nie utrudnia jazdy. Powoli rozkręcam się. Na nierozpoznawalną i niewidokową przełęcz wjeżdżam już z pełną mocą. Był podjazd więc jest też to co lubię najbardziej, szalony zjazd.

Z Tomkiem i jego córką


[2017.08.26 – 18:34 – Spotykam mieszkających w Lądku Zdr. jeżdżących tandemem ojca i córkę]

Na dole obok drogi widzę napis MRDP i ojca z córką, którzy czekają na uczestników maratonu. Dołączają do mnie na swoim tandemie. Spokojna jazda, rozmowa. Czy mogliby mi jakoś pomóc? Tak. Potrzebuję informacji gdzie obok trasy znajdę jakąś knajpę, restaurację, jadłodajnię? Kończy się na zaproszeniu do domu na gęstą zalewajkę, kawałek kurczaka i ogórki zrywane prosto z krzaka.

[2017.08.26 – 18:37 – zostałem zaproszony na posiłek i odprowadzony na przełęcz]

Kontynuujemy rozmowę jadąc dalej. Wspólne rowerowe zainteresowania narzucają tematy rozmów. M.in. dowiaduję się o ich rowerowych wyprawach po Polsce i stronie fb #Dookoła Polski Rowerem. Czas szybko mija. Podczas rozmowy podjazd w sposób niezauważalny kończy się. Jestem zupełnie zaskoczony gdy dowiaduję się, że właśnie podjechałem pod Przełęcz Puchaczówka. Tu rozstajemy się. Przecież z tyłu nadjeżdżają kolejni zawodnicy. Wielkie dzięki!!! To spotkanie było mi dzisiaj bardzo potrzebne.

Najlepszy zawodnik maratonu jest już na mecie. Mnie dzieli od mety ponad 1000km i dojazd zajmie mi jeszcze 4 dni.

[2017.08.26 – 19:37 – Kosma gratuluję wygranej od siebie i od rodziny wszyscy tobie kibicowali]

Długi zjazd z przełęczy i przez pewien czas będę pokonywał stosunkowo płaską dolinę. Zanim dojeżdżam do PK24 w Międzylesiu zapadają ciemności. Kolejny podjazd pod Gniewoszów przestaje być problemem gdy wokół pojawiają się dalekie rozbłyski. Wiatr uspokaja się – cisza przed burzą. Błyska się dosłownie wszędzie, z przodu, z tyłu, po polskiej i słowackiej stronie granicy. Nie wiadomo z której strony nadejdzie to najgorsze. Mocno przyśpieszam by jak najszybciej znaleźć bezpieczne schronienie. Gorączkowo rozglądam się po bokach. Wyścig z czasem trwa w najlepsze. Kto szybciej dopadnie celu: ja wiaty czy burza mnie. Wreszcie są rozstaje dróg, wreszcie jest niewielka wiata. Dwie dość krótkie ławki. Lepsze to niż nic. Po kilkunastu minutach przed wiatą zatrzymuje się Paweł. Deszcz zacznie bębnić o dach kilkanaście-kilkadziesiąt minut później.

Włóczykij, który przez Kotlinę jechał krótszą lub dłuższą chwilę za nami nie miał tyle szczęścia. Na zjeździe dostaje się pod krótkotrwałą ale intensywną zlewę. Przemoknie dokumentnie łącznie ze śpiworem. Dowiemy się o tym gdy spotkamy go pod znajdującą się kilkaset metrów dalej wiatą. W znajdującej się tu miejscowości Lasówka znajdziemy kilka gospodarstw agroturystycznych. Bez żalu. Zdaje się, że żaden z nas nie gustuje w tego typu noclegach.

Z zazdrością patrzę jak Pirzu opatulony w śpiwór kładzie się na plecach. Nie posiadłem tego nawyku, więc w ciągu nocy wielokrotnie muszę przekręcić się na wąskiej ławeczce z jednego boku na drugi. Nie wiem czy pobudkę ogłosił budzik czy mój wewnętrzny zegar (z budzika nie korzystałem). Zmieniam nawyki żywieniowe. Pomimo chłodnego poranka zaczynam od jakiegoś symbolicznego posiłku i dopiero wsiadam na rower. Zauważam, że pozwala to złagodzić dotychczasowy przedpołudniowy kryzys.

Na początek rosnące nachylenie i podjazd pod Zieleniec. Pokonywany od tej strony nie stanowi większego wyzwania. Przygnębiające wrażenie robi sama polana, która z urokliwego miejsca jakie pamiętam z pierwszego startu w Klasyku Kłodzkim zamienia się w prawdziwe zagłębie turystyczne. Kolejne zjazdy i podjazdy nie pozostawiają pozytywnych ani negatywnych wspomnień. W oko wpadają jedynie te mocniej wodą skropione fragmenty pokonywanej drogi. Przed upływem 8 doby jazdy opuszczam Kotlinę Kłodzką.

[2017.08.27 – 9:01 – Już końcóweczka. 1000 do mety]
[2017.08.27 – 11:30 – szybkie pranie w strumyku]

Dokonania 8 doby jazdy są przerażająco skromne. Niecałe 12 godzin jazdy i 170 km pokonane ze średnią 14,3 km/godz.


Trasa 8 doby - https://ridewithgps.com/trips/17538208


PK22 Złoty Stok (2024,6 km) - 2017.08.26 – 12:50
PK23 Stronie Śląskie (2049,2 km) - 2017.08.26 – 17:27
PK24 Międzylesie (2080,2 km) – 2017.08.26 – 20:17
PK25 Kudowa Zdrój (2136,8 km) – 2017.08.27 – 07:53

dystans – 169,0 km
czas jazdy – 11:48
średnia – 14,3 km/godz.


9 doba – 27/28 sierpnia 2017 r.

Powoli opanowuje mnie znużenie (nie zmęczenie). Objawy? Amnezja. Niewiele szczegółów pamiętam z pokonywanej trasy. Przełęcz Kowarska? Pewnie była i pewnie nie sprawiła - skoro była pokonywana z przyzwoitą prędkością - większych trudności. Z białej plamy w pamięci (pomimo takiego wsparcia jak ślad GPS) nic więcej nie da się wycisnąć. Takim niewiele myślącym i niewiele rejestrującym robotem pozostanę aż do mety. Nawet relacja SMS-owa ogranicza się do pisania wiadomości o mijanych czyli zaliczanych punktach.

Luka w pamięci wypełnia się już na początku podjazdu w kierunku Zakrętu Śmierci. W czasie GMRDP w całości udało mi się ten odcinek pokonać rowerem. Teraz z premedytacją najbardziej strome odcinki pokonuję prowadząc rower. Podczas zjazdu do Świeradowa powoli zapadają potęgowane otaczającym drogę lasem ciemności.

Na pokonanie dystansu z Przemyśla do Świeradowa potrzebowałem 4 dni 11 dni (15 godzin więcej niż podczas startu w GMRDP). W stosunku do pesymistycznego wariantu 5 dniowego nadrobiłem ponad 12 godzin.

Przed wypłaszczeniem na zachodniej granicy czeka mnie jeszcze ostatni podjazd na grzbiet otaczający Świeradów od zachodu. To tereny narciarskie więc i teren budowy nowych apartamentowców. Droga delikatnie opada do dołu. Trasa prowadzi dolinkami obok płynących dołem rzek. W powietrzu odczuwa się wilgotne wieczorne powietrze. Nocleg w takich warunkach to proszenie się o kłopoty. Kiedy mijam Leśną, droga nieznacznie wznosi się i od razu robi się cieplej. Zatrzymuję się przed pierwsza napotkaną wiatą.

W nocy mam gości. Przed wiatą zatrzymuje się policyjny patrol. Moje tłumaczenie przyjmowane jest z pełnym zrozumieniem. Kiedy po chwili obok wiaty zatrzymuje się Sylwek. Policja bezbłędnie rozpoznaje kolejnego uczestnika maratonu.

Sześć godzin snu i wschodzące słońce budzi mnie ze snu. Teraz droga będzie prowadziła wzdłuż granicy. Nadgraniczne, tętniące życiem nawet w środku nocy miejscowości. "Niemieckie" (nastawione na obsługę zachodnich gości) Biedronki. Niemieckie napisy. Euro stosowane na przemian z polską walutą. W jednym ze sklepów obsługa (chyba) rozpoznaje we mnie Niemca, bo próbuje rozmienić banknot o nominale 50e.

Dobę kończę w gminie Trzebiel. Gdzieś obok odwiedzonego latem Parku Krajobrazowego Łuk Mużakowa. Po 16 godzinach jazdy moja zdobycz wzrasta o 250 km. Zważywszy na pokonanie odcinka sudeckich podjazdów jest dla mnie satysfakcjonującym osiągnięciem.

Trasa 9 doby - https://ridewithgps.com/trips/17538247


PK26 Głuszyca (2190,9 km) - 2017.08.27 – 12:38
PK27 Lubawka (2227,3 km) - 2017.08.27 – 15:43
PK28 Świeradów Zdrój (2299,5 km) – 2017.08.27 – 21:06
PK29 Zgorzelec (2345,6 km) – 2017.08.28 – 06:41
PK30 Ruszów (2379,8 km) – 2017.08.28 – 08:58
PK31 Nowe Czaple (2419,5 km) – 2017.08.28 – 11:32

dystans – 250,2 km
czas jazdy – 15:14
średnia – 16,4 km/godz.


10 doba - 28/29 sierpnia 2017 r.

Rodzina pyta czy pamiętam o kursującym tylko w dzień promie. Skądże znowu, dla mnie cały czas aktualne jest hasło "droga jest celem", bardziej przyziemnymi punktami na trasie nie zawracam sobie głowy. Rzut oka na rozpiskę kilometrową pozwala odetchnąć z ulgą. Bez szczególnej napinki zdążę dojechać do przeprawy promowej w Połęcku na długo przed krytycznym momentem, gdy nadchodzi zmierzch i prom zaprzestaje kursowania. Alternatywą dla promu jest ponad 20 kilometrowy objazd przez Krosno Odrzańskie.

Dojazd na prom. Staruszka równa jak stół (fot. Tomek)


Przy promie czeka mnie miła niespodzianka. Tomek Ignasiak zorganizował tu punkt wsparcia dla uczestników. Natychmiast mój rower (niemal wyrwany mi z rąk) zostaje umieszczony na rowerowym stojaku, łańcuch umyty i przesmarowany na nowo. Dostaję kubek gorącej herbaty. Moje menu – polędwiczki z kurczaka grillowane z Biedry spożywane z chlebem - zostaje wzbogacone sałatką z pomidorów.

Ostatni nierowerowy odcinek trasy (fot. Pirzu)


Zgadnijcie, kto podjeżdża chwilę po mnie? Po raz kolejny dogania mnie Paweł. Jadąc na rowerze szosowym bez problemu zostawia mnie za sobą kiedy ruszamy razem np. po noclegu w Kotlinie Kłodzkiej czy zaraz po opuszczeniu promu, by później zostać gdzieś z tyłu. Każdy jedzie własnym tempem i sam reguluje ilość i długość postojów. Jadąc wolno staram się ograniczać postoje w ciągu dnia do minimum. Pirzu może sobie pozwolić na więcej.

Nadgraniczne tereny woj. lubuskiego słynne są z nieasfaltowych dróg. Poznałem je podczas dwukrotnego tegorocznego gminobrania. Spotykałem je podczas licznych startów w maratonach na orientację. Te napotkane teraz rozczarowują mnie - równa pomimo kilkudziesięciu lat użytkowania kostka. Jadąc rowerem trekingowym nie muszę nawet zwalniać lub szukać równiejszego pobocza. Bruki zawsze mi się kojarzyły (jak się okazuje błędnie) tylko z drogami, których na tych terenach również nie brakuje, zbudowanymi z polnych kamieni czyli tzw. "kocie łby". Te zbudowane z kostki bardziej nadają się do jazdy od spotykanych na Warmii asfaltowych dróg.

[2017.08.28 – 23:15 – gdzie te wiaty zniknęły. Wreszcie jedna. Sen]

Kiedy mijam austostradę i wjeżdżam do Słubic robi się ciemno. Na nocleg zatrzymuję się już w woj. zachodniopomorskim. Dzisiaj podobnie jak poprzedniego dnia zakończę jazdę ok. godziny 23 i po 6 godzinach odpoczynku ruszę dalej. Obskurna betonowa wiata w szpalerze rosnących na poboczu drzew w bezpiecznej kilkunastometrowej odległości od drogi stanowi dzisiaj moje schronienie.

Kolejną 10 dobę jazdy kończę w okolicach Gryfina z poczuciem dobrze wypełnionego zadania. W ciągu 14 godzin jazdy pokonałem 260 km. Wspomnienia z przedpołudniowej części trasy – żadne. Kończy się oficjalny limit zaliczenie całej trasy. Mnie do mety pozostaje jeszcze ok. 450 km. Limit przestaje być ważny. Ukończę ten maraton niezależnie od tego ile jeszcze będę potrzebował na to czasu.

Trasa 10 doby - https://ridewithgps.com/trips/17549827


PK32 Brody (2452,3 km) - 2017.08.28 – 13:55
PK33 Cybinka (2516,0 km) - 2017.08.28 – 18:11
PK34 Sarbinowo (2581,1 km) – 2017.08.27 – 22:12
PK35 Osinów Dolny (2633,0 km) – 2017.08.29 – 07:47

dystans – 263,2 km
czas jazdy – 13:56
średnia – 18,9 km/godz.


część IV - 6-7 doba <<==

==>> część VI - 11-12 doba